Walczyliśmy bardzo mocno w obronie

Koszykarze Enei Basketu Poznań po raz drugi w tym sezonie pokonali Novimex Polonię 1912 Leszno.

Ponad 700 kibiców z Poznania i Leszna oglądało środowe derby Wielkopolski przy Drodze Dębińskiej. W 20. kolejce Pekao S.A. 1. Ligi Mężczyzn koszykarze Enei Basketu Poznań po raz drugi w tym sezonie pokonali Novimex Polonię 1912 Leszno.

W pierwszej rundzie rozgrywek poznańska ekipa wysoko rozprawiła się z rywalem, triumfując 90:64. W środę Enea chciała udowodnić, że stać ją na „dublet” i walkę o miejsce w ósemce, premiowane grą w play-offach. Derbowe spotkanie poprzedziła minuta ciszy dla zmarłego w tym tygodniu koszykarza Żubrów Białystok, Romana Janika.

Podopieczni Edmundsa Valeiki udanie weszli w mecz. Po trójce Michała Samsonowicza gospodarze prowadzili 7:3. Już w trzeciej minucie gry urazu doznał jeden z liderów Polonii, Szymon Ryżek i nie wrócił on już na plac gry. Basket skupił się na wyłączeniu z gry Wendella Mitchella, tytaniczną pracę w obronie wykonywał Patryk Stankowski i po pierwszej kwarcie gospodarze mieli przewagę 25:17.

Wspomniany „Stanek” prezentował się dobrze również na atakowanej połowie boiska. Po jego dwóch celnych próbach na starcie drugiej ćwiartki Enea wyszła na dwucyfrowe prowadzenie (29:17) i wydawała się kontrolować wydarzenia boiskowe. W ekipie z Leszna
w buty Szymona Ryżka wszedł… wychowanek Basketu, Aleks Najder i radził sobie znakomicie. Jego skuteczne lay-upy i rzuty z półdystansu pozwoliły Polonistom zbliżyć się na pięć punktów (32:27), ale do końca pierwszej połowy zespół trenera Valeiki utrzymał się na prowadzeniu (40:34).

Piętnaście minut przerwy nie zmieniło oblicza rywalizacji. Przez większość trzeciej kwarty Poznaniacy wykazywali się konsekwencją, choć na moment przyjezdni niemal zrównali się z nimi w punktach po akcji Macieja Żmudzkiego (44:41). Za każdym razem, gdy robiło się groźnie, Enea znajdowała sposób na zdobycie ważnych punktów. Tak było w przypadku trójek Jana Nowickiego, Kacpra Mąkowskiego i Patryka Stankowskiego, ale i prób Jamesa Washingtona.

W finałowej kwarcie dystans dzielący oba zespoły był już stosunkowo duży. Nadal efektywnością imponował Stankowski, a kibice mogli również liczyć na świetne zagrania Konrada Rosińskiego. Dwa celne rzuty osobiste tego ostatniego były ostatnim aktem środowej rywalizacji, którą Enea Basket Poznań zwycięża 83:72.

  • Gratulacje dla wszystkich, dzisiaj najważniejsze było zwycięstwo. Pojawiło się dużo błędów, przed którymi przestrzegaliśmy przed meczem, gdyby nie to, może moglibyśmy zamknąć to spotkanie wcześniej. Jestem zadowolony ze zwycięstwa, lepiej wygrać po takim meczu, niż po bardzo dobrym przegrać. Nie mamy zbyt wiele czasu, już w sobotę następny mecz. Kalendarz jest taki, że w siedem dni gramy trzy mecze. Nie wiem, kto tak to zrobił, ale walczymy i teraz musimy przygotować się na mecz w Warszawie. Dziękuję bardzo kibicom – powiedział na pomeczowej konferencji trener Enei Basketu Poznań, Edmunds Valeiko.
  • Chciałbym pogratulować przeciwnej drużynie, jak i naszej drużynie, bo naprawdę ładnie dziś walczyliśmy, udało się wyciągnąć to zwycięstwo z fajną przewagą. Walczyliśmy bardzo mocno w obronie, w ataku mogliśmy niektóre rzeczy poprawić, ale mimo to zagraliśmy dobrze. Chciałbym podziękować również całemu staffowi za przygotowanie nas i za to, że pozwolił nam dzisiaj zagrać na takiej dobrej efektywności. Na pewno otrzymane minuty bardzo mnie budują – stwierdził środkowy drużyny z Poznania, Jonasz Kluj.

W sobotę o 15:00 w warszawskiej Hali Koło Enea Basket Poznań zagra z tamtejszą Polonią. Na chwilę obecną drużyna ze stolicy Wielkopolski zajmuje 8. miejsce w ligowej tabeli, choć nie wszyscy mają rozegrany komplet spotkań.

Enea Basket Poznań – Novimex Polonia 1912 Leszno 83:72
(25:17 | 15:17 | 23:21 | 20:17). Punkty dla Enei: Stankowski 20, Rosiński 18, Washington 17, Krajewski 10, Mąkowski 6, Nowicki 6, Samsonowicz 3, Stopierzyński 2, Kluj 1. Punkty dla Novimexu: Najder 21, Mitchell 13, Pabian 8, Wilk 7, Zywert 7, Żmudzki 7, Kankowski 6, Soroka 3.

Fot. Beata Brociek / Enea Basket Poznań)

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*