Wypunktowana Kanada, bulwersujący Paragwaj

Kylian Mbappe

Pierwszy dzień 1/8 finału mundialu przyniósł dwa zupełnie odmienne widowiska. W Filadelfii, gdzie 4 lipca obchodzono 250. rocznicę powstania Stanów Zjednoczonych Ameryki, futbol momentami schodził na dalszy plan. Kilka godzin wcześniej Maroko bez fajerwerków, ale z zabójczą skutecznością, rozbiło Kanadę 3:0 i zameldowało się w ćwierćfinale. Gospodarze nie przestraszyli się faworyta z Półwyspu Arabskiego, co nie zmienia faktu, że musieli uznać wyższość diabelnie mocnych rywali.

Kanadyjczycy prowadzeni przez Jessego Marscha rozpoczęli spotkanie z Marokiem bez respektu dla oponenta. W pierwszej połowie to oni nadawali ton wydarzeniom, agresywnie pressowali, odbierali piłkę wysoko i zmuszali rywali do błędów. Afrykanie długo nie potrafili odnaleźć swojego rytmu, a mecz nie należał do najbardziej porywających. To działało na korzyść gospodarzy mundialu, którzy starali się zbić z pantałyku rewelację poprzedniego World Cup.

Kylian Mbappe.

Po przerwie wszystko jednak wróciło do normy. Do głosu doszedł Azzedine Ounahi – ten sam pomocnik, który zachwycał już podczas mundialu w Katarze. Choć miniony sezon zakończył spadkiem z Gironą z LaLiga, pozostawał jednym z najjaśniejszych punktów zespołu Michela. W fazie pucharowej mistrzostw świata ponownie przypomniał o swojej klasie. Dwukrotnie wpisał się na listę strzelców, praktycznie rozstrzygając losy awansu. Wynik ustalił Soufiane Rahimi, pieczętując wysokie zwycięstwo Maroka.

Paradoks polega na tym, że drużyna z Afryki wcale nie zachwyciła stylem. Widowisko nie rozpieszczało tempem ani liczbą sytuacji, jednak Marokańczycy imponowali konkretami. Kiedy pojawiały się okazje, wykorzystywali je z zimną krwią, a końcowy rezultat 3:0 sprawia wrażenie występu kompletnego. Cztery strzały celne i trzy gole, to wiele mówi.

Kanada – Maroko 0:3 (0:0)

Gole: Azzedine Ounahi 50, 82; Soufiane Rahimi 90+8.

Chcieli zrobić krzywdę gwiazdom. Znacznie więcej toksycznych emocji niż jakości piłkarskiej przyniosło późniejsze starcie Francji z Paragwajem. Wicemistrzowie świata z 2022 roku wykonali zadanie, wygrywając 1:0 po trafieniu Kyliana Mbappé z rzutu karnego, dla którego był to już 19. gol w finałach mistrzostw świata. Sam wynik schodzi jednak na drugi plan wobec wydarzeń związanych z prowadzeniem zawodów. Paragwajczycy od pierwszych minut częściej skupiali się na wybijaniu Francuzów z rytmu niż na grze w piłkę. Twarde wejścia, przepychanki i kolejne faule pozostawały praktycznie bez reakcji arbitra. Ilgiz Tantaszew z Uzbekistanu, o którym mowa, chyba nie może liczyć na pracę w kolejnym turnieju tej rangi.

Największe kontrowersje wywołała właśnie postawa sędziego. Mimo licznych przewinień zawodnicy z Ameryki Południowej nie zobaczyli ani jednej żółtej kartki, nie mówiąc już o czerwonej. Tak pobłażliwe prowadzenie spotkania wywołało falę krytyki i trudno nie odnieść wrażenia, że arbiter wyrósł na głównego antybohatera meczu. Wielu obserwatorów oceniało, że jego decyzje zakrawały na absurd. Czytając po meczu komentarze neutralnych kibiców, można było odnieść wrażenie, że nawet ci, którzy nie przepadają za reprezentacją Trójkolorowych, uważają, że zwyciężył futbol, a boiskowy cynizm na szczęście nie został nagrodzony.

Francja nie rozegrała wielkiego spotkania, ale zachowała cierpliwość i dzięki trafieniu Mbappé zameldowała się w ćwierćfinale. Po sobocie wiadomo już, że o awans powalczą z nimi Marokańczycy. Szykuje się piłkarska uczta. Najlepiej zorganizowana drużyna z Afryki stawi czoła europejskiemu gwiazdorowi. Możemy już zacierać ręce.

Paragwaj-Francja 0:1 (0:0)

Gol: Kylian Mbappé 70

Fot. Bartłomiej Najtkowski – ekran tv TVP Sport

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*