Na początku stycznia Białoruś dotknął cyklon. Dostał dość łagodne imię, „Ulli”, choć skutki były dalekie od tego. Przyniósł intensywne opady śniegu, zamiecie oraz silny wiatr.
Cyklon uformował się nad południem Europy i przesuwał się na północ przez Ukrainę, obejmując dużą część Białorusi. Z powodu intensywności opadów, synoptycy ogłosili czerwony poziom zagrożenia, co jest rzadkie dla tego regionu.
Według danych służb meteorologicznych, w niektórych miejscach kraju spadło nawet 40–42 centymetry śniegu w ciągu doby. W Mińsku pokrywa śnieżna zwiększała się z godziny na godzinę, co poważnie zakłóciło działanie miejskiej infrastruktury. W niektórych miejscach prędkość wiatru wzrastała do wartości sztormowych, a zamiecie jeszcze bardziej pogarszały widoczność.
Intensywne opady śniegu na ulicach tworzyły wysokie zaspy. Drogi były zasypane, a na trasach samochodowych pojawiły się zatory i poważne utrudnienia w ruchu. Rano w Mińsku odnotowano wielokilometrowe korki, a komunikacja miejska działała z opóźnieniami. Setki osób dotarły do pracy z opóźnieniem, a odnalezienie zasypanych śniegiem samochodów na podwórkach stało się dużym problemem.
W wielu rejonach kraju wystąpiły przerwy w dostawach energii elektrycznej z powodu zerwanych linii energetycznych pod ciężarem śniegu. Służby komunalne i ratunkowe pracowały w trybie wzmocnionym, używając dodatkowego sprzętu oraz personelu do odśnieżania ulic.
Mimo stopniowego osłabienia opadów, skutki przejścia cyklonu były odczuwalne jeszcze przez kilka dni, a usuwanie śladów żywiołu trwało w całym kraju.
Fot. www.minsknews.by
Dodaj komentarz