W jubileuszowym, 50. występie reprezentacji Polski na Stadionie Narodowym, zmierzyła się w meczu towarzyskim z Nigerią.
Pomimo obecności kluczowych filarów w wyjściowym składzie, w tym Roberta Lewandowskiego, Piotra Zielińskiego, Sebastiana Szymańskiego, Nicoli Zalewskiego i Jakuba Kamińskiego, Polacy znów zaprezentowali się znacznie poniżej oczekiwań. Od 23. minuty musieli gonić wynik, gdy po fatalnym błędzie w kryciu przegrywaliśmy 0:1 po bramce Terema Moffiego.
Naszemu zespołowi udało się wyrównać rzutem na taśmę tuż przed przerwą. Kacper Potulski, który debiutował w wyjściowym składzie reprezentacji, zachował najwięcej przytomności w polu karnym. Wykorzystał precyzyjne podanie Zalewskiego po rzucie rożnym i strzałem głową doprowadził do remisu. Dzięki temu nasi zawodnicy schodzili do szatni przy wyniku 1:1.
Niestety, druga połowa obnażyła te same grzechy główne naszej defensywy. W niegroźnej sytuacji fatalnie zachował się Kacper Kozłowski. Pomocnik, niedługo po wejściu na boisko z ławki rezerwowych, niefortunnie dotknął piłkę ręką we własnej szesnastce. Sędzia bez wahania wskazał na wapno, a Nigeryjczycy z zimną krwią wykorzystali rzut karny.
Gdy wydawało się, że po bolesnej porażce w finale baraży ze Szwecją oraz przegranym sparingu z Ukrainą Polacy zaliczą trzecią porażkę z rzędu, nastąpił niesamowity zwrot akcji. W ostatniej minucie doliczonego czasu gry strzałem życia z około 35 metrów popisał się Przemysław Wiśniewski. Obrońca Widzewa uderzył bez zastanowienia, a piłka zerwała pajęczynę z okienka bramki rywali. Ten genialny przebłysk uratował Biało-Czerwonych przed kompletną kompromitacją.
Kolejny mecz bez zwycięstwa i notoryczne błędy w obronie nie napawają optymizmem przed nadchodzącą jesienią Ligą Narodów.
Fot. Damian Biegański
Dodaj komentarz