Byli przekonani, że drużyna pójdzie za ciosem

Efektowna oprawa na meczu Lech - Arka na stadionie w Poznaniu.

Remis z Arką Gdynia 1:1 trudno uznać w Poznaniu za satysfakcjonujący wynik. Lech wprawdzie był stroną przeważającą przez znaczną część spotkania, ale długo nie potrafił znaleźć sposobu na głęboko broniących się gości z Trójmiasta. Co więcej, w samej końcówce Arka mogła nawet wywieźć z Bułgarskiej komplet punktów, jednak kapitalną interwencją popisał się Bartosz Mrozek, ratując Kolejorza przed blamażem.

W 52. minucie, grająca w niskim bloku defensywnym przez całe spotkanie, ekipa z Trójmiasta przypuściła szturm na bramkę lechitów, który dość nieoczekiwanie zakończył się golem Kike Hermoso. Hiszpan trafił do siatki z pięciu metrów. Na stadionie przy ulicy Bułgarskiej w tym momencie zapanowała konsternacja. Kibice przyjęli ten obrót spraw z niedowierzaniem.

Graczy Lecha, mimo optycznej przewagi, było stać jedynie na wyrównanie. 5. minut po stracie gola podrażnieni piłkarze Nielsa Frederiksena przeszli do ofensywy. Choć pierwsza próba Mikaela Ishaka została zablokowana, to już po uderzeniu Luisa Palmy Jędrzej Grobelny musiał wyciągać piłkę z bramki. Fani Kolejorza byli przekonani, że ich drużyna pójdzie za ciosem i postara się o zwycięskiego gola, jednak, jak się później okazało, reprezentant Hondurasu ustalił wynik spotkania. Spory niedosyt…

Przyjazna atmosfera. Mimo że kibice poznańskiej drużyny nie mieli powodów do zadowolenia, wokół meczu było wyjątkowo gorąco. Spotkanie Lecha z Arką, od lat określane mianem „meczu przyjaźni”, przyciągnęło na stadion rekordową liczbę kibiców w tym sezonie Ekstraklasy (została przekroczona granica 40. tysięcy widzów). Fani KKS stworzyli efektowną oprawę, a trybuny przy Bułgarskiej przez cały wieczór prezentowały się imponująco.

Największe wrażenie na obserwatorach tej rywalizacji zrobił specjalny transparent, odnoszący się do walki o mistrzostwo Polski, podkreślając, że drużyna nadal jest w grze o najważniejszy cel. I jest w tej rywalizacji na pole position. W polskim futbolu, w którym nie brakuje wciąż toksycznych emocji, tym razem można było dostrzec normalność, gdyż spoglądając na inne sektory z trybuny prasowej, łatwo było zauważyć siedzących obok siebie fanów obu drużyn.

Doceniony Ali. Szczególny moment był jeszcze przed pierwszym gwizdkiem arbitra, ponieważ na murawie pojawił się Ali Gholizadeh, który odebrał nagrodę dla najlepszego piłkarza minionego miesiąca. Irańczyk doznał poważnej kontuzji i wiadomo już, że z gry będzie wyłączony przez co najmniej dziewięć miesięcy. Jego przyszłość przy Bułgarskiej jest niewiadomą, bo obecna umowa obowiązuje tylko do końca czerwca, a przedłużenie kontraktu wydaje się mało prawdopodobne.

Mimo to kibice Lecha pokazali, jak bardzo doceniają wkład ofensywnego pomocnika w wyniki zespołu w obecnym sezonie. Gdy Ali pojawił się na boisku, z trybun natychmiast rozległy się głośne okrzyki. Ultrasi skandowali imię i nazwisko tego gracza. Był to wyraźny sygnał, że sympatycy Kolejorza pamiętają, jak ważną rolę zawodnik z Bliskiego Wschodu odegrał w zdobyciu wielu punktów i jak często brał na siebie odpowiedzialność za działania ofensywne drużyny.

Wojenna zawierucha. Sytuacja Gholizadeha jest tym bardziej interesująca, że według informacji Goal.pl reprezentant Iranu wzbudza zainteresowanie klubów z Półwyspu Arabskiego. Chętnych na jego sprowadzenie nie brakuje zarówno w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, jak i Katarze. Ewentualne rozmowy transferowe komplikuje jednak napięta sytuacja geopolityczna w regionie. Wojna amerykańsko-irańska, w której nastąpił kruchy rozejm, objęła swoim zasięgiem cały region. A to ma poważne reperkusje dla światowej gospodarki.

Fot. Bartłomiej Najtkowski

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*