Reprezentacja Anglii awansowała do ćwierćfinału po niezwykle dramatycznym spotkaniu ze współgospodarzami turnieju, Meksykiem, wygrywając 3:2.
Ten mecz przejdzie do historii jako jeden z najbardziej pasjonujących i wymagających starć fazy pucharowej w wykonaniu Anglików. Spotkanie, którego rozpoczęcie opóźniło się o godzinę z powodu ulewy i burzy, od początku było próbą charakteru dla zespołu prowadzonego przez Thomasa Tuchela.
Kluczową rolę odegrały tu specyficzne warunki legendarnego Estadio Azteca. Obiekt ten, z perspektywy historycznej, budzi w Anglikach bolesne wspomnienia – to właśnie na tej murawie w 1986 roku ponieśli pamiętną klęskę z Argentyną, gdy Diego Maradona strzelił słynnego gola „ręką Boga”, a także przeprowadził brawurowy, genialny rajd przez niemal całe boisko, kończąc go trafieniem do siatki. Dodatkowym sprzymierzeńcem gospodarzy miała być geografia – stadion leży na wysokości ponad 2200 metrów nad poziomem morza, gdzie rozrzedzone powietrze drastycznie utrudnia oddychanie nieprzyzwyczajonym do tego Europejczykom.
Mimo wrogiej atmosfery i trudnych warunków, Anglicy błyskawicznie ruszyli do przodu dzięki popisowej grze Jude’a Bellinghama, który dwukrotnie wpisał się na listę strzelców, dając swojej drużynie prowadzenie 2:0. Meksykanie odpowiedzieli golem Juliána Quiñonesa jeszcze przed przerwą. Prawdziwe kłopoty Anglii zaczęły się jednak w 54. minucie, gdy Jarell Quansah obejrzał czerwoną kartkę za brutalny faul. Choć Harry Kane podwyższył z rzutu karnego na 3:1, grający w dziesiątkę Anglicy musieli drżeć o wynik do ostatniej sekundy, zwłaszcza gdy Raúl Jiménez również wykorzystał jedenastkę i zmniejszył straty. Było 2:3 z perspektywy gospodarzy tej potyczki. Końcówka meczu zamieniła się w oblężenie angielskiej bramki, jednak Tuchel i jego podopieczni zdołali dowieźć bezcenny awans do ćwierćfinału, w którym zmierzą się z Norwegią.
Meksyk – Anglia 2:3 (1:2)
Gole: Julian Quinones 42, Raul Jimenez 89 (rzut karny) – Jude Bellingham 36, 38, Harry Kane 60 (rzut karny)
Sensacja w 1/8 finału: Norwegia eliminuje Canarinhos. Równolegle na mistrzostwach doszło do gigantycznej niespodzianki, w której główną rolę odegrali reprezentanci Norwegii, odprawiając z kwitkiem Brazylię. Skandynawski zespół dokonał niemal niemożliwego, łamiąc serca milionów kibiców w Ameryce Południowej i meldując się w najlepszej ósemce turnieju.
Absolutnym bohaterem tego starcia okazał się Erling Haaland, który skutecznością i tytaniczną pracą na boisku całkowicie przyćmił brazylijskie gwiazdy. Napastnik zdobył dwa kluczowe gole, które zszokowały defensywę Canarinhos. Drugi z nich dobił drużynę Carlo Ancelottiego. Sam piłkarz Manchesteru City, który ma już siedem trafień na tym mundialu (tak jak Leo Messi i Kylian Mbappé) po końcowym gwizdku nie ukrywał wzruszenia, nazywając ten dzień „jednym z najbardziej niesamowitych i szalonych” w historii całego norweskiego futbolu. Neymar, który był po raz kolejny rezerwowym, strzelił jeszcze gola kontaktowego dla Brazylii. Jednak zabrakło czasu na wyrównanie. A sam gwiazdor po wejściu na boisku był bardzo agresywny i sfrustrowany.
https://x.com/FlashScorePL/status/2073898917230424547
Dla Brazylii, która zmagała się z ogromną presją własnych kibiców, porażka ta oznacza bolesny i przedwczesny koniec marzeń o tytule. Norwegia udowodniła natomiast, że dysponuje generacją piłkarzy zdolną do rywalizacji z absolutnie każdym rywalem na świecie. W nagrodę za ten historyczny triumf, podopieczni Ståle Solbakkena udadzą się teraz do Miami, gdzie w walce o półfinał zmierzą się ze wspomnianą wcześniej, niezwykle podbudowaną reprezentacją Anglii.
Brazylia-Norwegia 1:2 (0:0)
Gole: Neymar (90+10.) – Erling Haaland (79., 90.)
Fot. Bartłomiej Najtkowski – ekran tv TVP Sport
Dodaj komentarz