Męczarnie Egiptu, dzielne Cabo Verde i awans Kolumbii

Radość piłkarzy Argentyny po zwycięskim meczu.

Piątkowe mecze mistrzostw świata dostarczyły różnych emocji. Był fatalny mecz zakończony serią rzutów karnych, było widowisko z udziałem Leo Messiego i niezłomnych Kabowerdeńczyków, a na koniec Kolumbijczycy po raz kolejny zrobili swoje. Ostatecznie do 1/8 finału zameldowali się Egipt, Argentyna i Kolumbia.

Spotkanie Egiptu z Australią trudno nazwać godnym fazy pucharowej mistrzostw świata. Obie reprezentacje przez długie fragmenty raziły niedokładnością i brakiem jakości, przez co mecz bardziej przypominał przeciętną potyczkę grupową, niż starcie o awans. Lepiej tę rywalizację rozpoczęli Egipcjanie. Już w 13. minucie Emam Ashour świetnie zachował się w polu karnym i celnym uderzeniem głową nie dał Patrickowi Beachowi żadnych szans. Faraonowie kontrolowali wydarzenia na boisku, a chwilę po przerwie świetną okazję na podwyższenie prowadzenia zmarnował napastnik Manchesteru City, Omar Marmoush, uznawany – obok Mohameda Salaha – za największą gwiazdę reprezentacji. W sytuacji sam na sam nie potrafił jednak pokonać australijskiego bramkarza.

Niewykorzystana okazja szybko się zemściła. Po dośrodkowaniu Aidena O’Neilla z rzutu wolnego najwyżej wyskoczył Harry Souttar, ale piłkę do własnej bramki skierował niefortunnie interweniujący Mohamed Hany. Pechowy obrońca zapisał się przy okazji w niechlubnej historii mundiali. Było to jego drugie trafienie samobójcze podczas tego turnieju. Jednocześnie był to już 13. gol samobójczy w tych finałach MŚ, co oznacza ustanowienie nowego rekordu.

Dogrywka okazała się prawdziwą próbą cierpliwości. W mediach społecznościowych wielu kibiców żartowało, że po obejrzeniu tych dodatkowych 30 minut można stać się zwolennikiem natychmiastowego przechodzenia do serii rzutów karnych. W jedenastkach więcej zimnej krwi zachowali Egipcjanie. W przekroju całego meczu nie zachwycili, nie zdominowali przeciwnika, ale byli od Australijczyków odrobinę lepsi. To był remis z delikatnym wskazaniem na Faraonów, dlatego ich awans można uznać za zasłużony.

Australia – Egipt 1:1, karne 2:3

Bramki: Hany (55′ sam.) – Ashour (13′)

Kabowerdeńczycy skradli serca kibiców. Gloria victis! Znacznie więcej emocji przyniósł dość niespodziewanie mecz Argentyny z Republiką Zielonego Przylądka. Mistrzowie świata objęli prowadzenie po kapitalnym przyjęciu piłki przez Leo Messiego, po długim podaniu Lisandro Martineza. Argentyńczyk zdobył już siódmego gola na tym mundialu, a zarazem uzyskał jubileuszowe, 20. trafienie w historii swoich występów na mistrzostwach świata.

Na tym jednak ofensywa Albicelestes praktycznie się zatrzymała. Drużyna Lionela Scaloniego długo usypiała widzów opieszałością, spokojnie wymieniała podania i nie forsowała tempa. Kabowerdeńczycy przed przerwą oddali zaledwie jeden strzał na bramkę Enzo Martineza i mieli piłkę tylko przez 34 procenty czasu, ale mimo to pozostawali w meczu. Po zmianie stron obraz spotkania całkowicie się odmienił. Piłkarski kopciuszek odważnie ruszył do ataku, a w 59. minucie dopiął swego. Deroy Duarte doprowadził do wyrównania i sensacja stała się faktem.

Argentyna odpowiedziała dopiero w dogrywce. Już trzy minuty po jej rozpoczęciu Lisandro Martinez wykorzystał zamieszanie po stałym fragmencie gry i ponownie dał zespołowi prowadzenie.

Wydawało się, że faworyt ma już wszystko pod kontrolą. Tymczasem w 103. minucie stadion zamarł. Sidny Lopes Cabral popisał się fenomenalnym uderzeniem z narożnika pola karnego, zdobywając przepiękną bramkę na 2:2. Było to zdecydowanie najładniejsze trafienie całego spotkania i jedna z ozdób dotychczasowego mundialu.

O losach awansu przesądził dopiero gol samobójczy Dineya Borgesa w 111. minucie po dośrodkowaniu Messiego i strzale Cristiana Romero. Kabowerdeńczycy odpadli, ale zrobili to z podniesioną głową. Swoją odważną grą, charakterem i brakiem kompleksów skradli serca wielu kibiców. Gloria victis – chwała zwyciężonym. Argentyna awansowała, ale trudno oprzeć się wrażeniu, że zespół zbyt mocno opiera się na geniuszu Messiego. Gdyby nie jego błysk i udział w kluczowych akcjach, mistrzowie świata mogliby znaleźć się w ogromnych tarapatach. Jeśli Albicelestes chcą obronić tytuł, pozostali piłkarze muszą wreszcie wziąć na siebie większą odpowiedzialność.

https://x.com/sport_tvppl/status/2073200841218027772

Argentyna – Republika Zielonego Przylądka 3:2 po dogrywce (1:1)
Gole: Leo Messi 29, Lisandro Martinez 93, Diney Borges 111 (gol samobójczy) – Deroy Duarte 59, Sidny Lopes Cabral 103

Kolumbia bez fajerwerków, ale skutecznie. Ostatnim uczestnikiem 1/8 finału została Kolumbia, która pokonała Ghanę 1:0. Jedyną bramkę już w 14. minucie zdobył Jhon Arias, wykorzystując precyzyjne dośrodkowanie rezerwowego Luisa Suáreza, który pojawił się na boisku po kontuzji Jhona Córdoby.

https://x.com/sport_tvppl/status/2073223405470445762

Kolumbijczycy przez większość spotkania kontrolowali wydarzenia na boisku i nie pozwolili rywalom rozwinąć skrzydeł. Ghana miała ogromne problemy z kreowaniem okazji, a południowoamerykańska defensywa praktycznie nie dopuszczała jej do groźnych sytuacji. Luis Díaz wprawdzie trafił do siatki po raz drugi, ale gol nie został uznany z powodu spalonego. Dzięki skromnemu zwycięstwu Kolumbia zameldowała się w 1/8 finału, gdzie zmierzy się ze Szwajcarią. Z kolei Argentynę czeka wyzwanie w starciu z Egiptem.

Kolumbia – Ghana 1:0

Gol: Jhon Arias 14

Fot. Bartłomiej Najtkowski – ekran tv TVP Sport

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*