Miał kilka lat, gdy rodzice zainteresowali go mapami Poznania. Rozłożyli je na podłodze. Gdy wnikliwie im się przyglądał, zauważył pewne nieścisłości. Z czasem, one właśnie zainspirowały go do bliższego oglądu miasta – jego współczesności, historii, także losu mieszkańców. Oglądu, z wielką starannością, lokowanego na stronach kolejnych książek.
Najnowsza zatytułowana jest „Poznań. Historie nieznane i zapomniane”. Czytelnikowi Filip Czekała pozostawia wybór: lektura jednym tchem, a jest taka – w pełni uzasadniona – pokusa, lub na raty. Kolejne rozdziały, w liczbie czternastu, kuszą tytułami (na przykład „Trolejbus, który spóźnił się trzy lata”, „Poznaniacy, którzy porwali prezydenta”, „Dziecko poznańskiego entuzjazmu”, „Ciach-ciach, brum-brum”). Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Poznańskiego. Ciekawie nasycona jest opisami wydarzeń, miejsc, które nadal są i których – niestety – już nie ma, wypowiedziami/wspomnieniami mieszkańców. Także archiwalnymi i współczesnymi fotografiami, grafikami.
Momentami, mając w rękach tę – liczącą ponad 400 stron – książkę, odnoszę wrażenie, że jestem w fotoplastikonie: bezszelestnie przesuwają się obrazy znane, nieznane, czarno-białe, barwne, podkolorowane. Ożywają i te zagubione gdzieś w zakamarkach pamięci. Z głośnika płynie jakże ciekawy i zajmujący ich opis. Jestem coraz bardziej zachłanny na tę wiedzę, mimo iż od kilku dziesięcioleci jestem Poznaniakiem: obserwatorem, świadkiem, uczestnikiem, entuzjastą i krytykiem.
Kiedyś Elżbieta, moja żona, zachęciła mnie do wycieczki po Poznaniu. Nie ukrywam, nie byłem entuzjastą tego pomysłu. Jak to, uzasadniałem, przecież tutaj się urodziłem, wiele widziałem, wiele wiem. Ostatecznie, złagodziłem opór, poszliśmy w miasto. I bardzo dobrze. Dowiedziałem się tego, o czym jednak – jak się okazało – nie wiedziałem. Teraz, w „rewanżu”, zachęcę żonę do lektury książki Filipa Czekały. A potem znów wyruszymy w miasto.
Spotkanie premierowe z autorem rozpoczęło się z opóźnieniem. Z jakiego powodu? Frekwencja była większa od przestrzennych możliwości sali na I piętrze. Ewakuacja na parter Biblioteki Raczyńskich przebiegła sprawnie. A i tak niektórzy słuchali rozmowy Asi Lip z Filipem Czekałą na stojąco. Warto było. A przekonywały o tym także zasłyszane głosy uczestników, trwającego ponad półtorej godziny, wydarzenia. Że o zainteresowanych wejściem w posiadanie tej książki nie wspomnę…

Fot. (2x) Andrzej Piechocki

Dodaj komentarz