Przekonam się za kilka miesięcy…

Każdy bieg zaczyna się w tym samym miejscu: przy kapliczce Matki Boskiej znajdującej się na starej sośnie przy drodze leśnej z Kowali Księżych do Turkowic.

Pierwsza pielgrzymka biegowa z Turku do Lichenia została zorganizowana w 2017 r. Ich idea jest prosta: przebiec, ustalony wcześniej dystans (każdy uczestnik dostosowuje jego długość do swoich możliwości) i zanieść Matce Boskiej Licheńskiej osobiste intencje.

Trasa między Turkiem a Licheniem wynosi 51 kilometrów – są tacy, którzy pokonują cały dystans, są tacy, którzy po pięciu kilometrach wsiadają do jadącego za grupą samochodu. Każdy bieg zaczyna się w tym samym miejscu: przy kapliczce Matki Boskiej znajdującej się na starej sośnie przy drodze leśnej z Kowali Księżych do Turkowic. To tam, jak powiedział w rozmowie telefonicznej jeden z organizatorów biegu: Jan Kołuda, ma powstać pomnik Matki Boskiej. 

            AJP – Dawniej były tam tylko drzewa i górka piasku – mówię do Jana. – Teraz, o ile wiem, jest tabliczka, znicze, sztuczne kwiaty.

            JK – Widzę, że dawno cię nie było na trasie. 

            AJP – Studia, praca, wiesz, jak jest; nie ma czasu na bieganie.

            JK – A szkoda. Ale czego chciałeś się dowiedzieć?

            AJP – Słyszałem, że planujecie postawić pomnik.

            JK – Planujemy.

            AJP – Powiesz coś więcej?

            JK – Tak po prawdzie, to jesteśmy dopiero na etapie poszukiwania wykonawcy. Nie chcemy, żeby to było jakieś bardzo drogie przedsięwzięcie, ale też nie chcemy postawić czegoś, co będzie szkaradne albo nietrwałe.

            AJP – Macie kogoś na oku?

            JK – Jest kamieniarz na Zdrojkach, znasz go pewnie.

            AJP – Nie, nie znam. Masz jakąś koncepcję, w jakim stylu ma być pomnik?

            JK – Myśleliśmy z chłopakami, żeby był wielkości naturalnej, w kolorze bieli. Tylko że to trzeba by dodatkowo zakonserwować przed pogodą, żeby szybko nie poczerniał.

            AJP – Chcecie, żeby był z marmuru, czy z drewna na biało malowanego? 

            JK – Musi być z marmuru.

            AJP – Wiecie, ile to będzie mniej więcej kosztować?

            JK – Wstępnie siedem do dziesięciu tysięcy.

            AJP – Dużo pieniędzy.

            JK – Tak, ale cel jest dobry. Chcemy podziękować Matce Boskiej za różne drobne i duże łaski. Jest za co dziękować. 

            AJP – Zawsze byłeś religijny, czy to się z wiekiem się u ciebie pojawiło?

            JK – Z wiekiem, jak bieganie: dawniej w ogóle nie biegałem. Wiara dojrzewała wraz z doświadczeniem. 

            AJP – Zdążycie do lipca, przed biegami?

            JK – W kwietniu postaramy się zatrudnić fachowca, żeby zaczął pracę. Pewnie zdążymy.

            AJP – A powiedz mi, proszę, jak tam drogi? Nie są grząskie? Chciałbym pójść i zdjęcie zrobić tabliczce.

            JK – Ubierz dobre buty, to bez problemu przejdziesz. 

Wsiadam do samochodu, jadę na południe Turku. Na drogach leży zbity w pluchę ciemny śnieg. Na wysokości Turkowic skręcam w prawo, po kilku kilometrach docieram do lasu. Kilka kilometrów dalej znajduje się kapliczka Matki Boskiej. 

Drogi leśne skute są zimnem. W redlinach na polach widać zamarzniętą wodę – tak samo w kanałach na poboczach. Gdzieniegdzie można usłyszeć trzepot skrzydeł zgubionego ptaka, który nie zdecydował się na odlot do ciepłych krajów. Las jest pusty, panuje w nim zupełna cisza.  Na zmieszanym z piaskiem śniegu widzę ślad stopy – układ wypustek na podeszwie pozwala stwierdzić, że jest to ślad obuwia sportowego. 

W poprzek drogi prowadzącej do kapliczki gniją zwalone drzewa. O ile mnie pamięć nie myli, leżą już tak drugi rok (po wielkich wichurach 2024 roku, które przeszły przez Turek). Przede mną wyłania się niewysoka górka – to tam znajduje się kapliczka. 

Siadam na ławeczce. Wiatr ustał, cisza pogłębiła się względem minionej godziny. Mijają mnie panie idące z kijkami. Kłaniam się im, one odpowiadają. Przystają na chwilę i czynią znak krzyża. Niestety, nie chcą dać się sfotografować – mówią, że, cytuję, „wyglądają w strojach sportowych niereprezentatywnie”. 

W istocie – wiele się zmieniło. Dawniej był tutaj prosty krzyż, teraz jest mała kapliczka z figurką Matki Boskiej, tabliczka informująca, że znajdujemy się w miejscu dorocznego startu biegowej pielgrzymki, oraz znicze (jedynie zasilane na baterie). Do tego jeszcze sztuczne kwiaty. Pytam panie, dlaczego akurat tędy przechodzą.

– Zwykle zatrzymujemy się tutaj, żeby chwilę odpocząć i pomodlić się do Najjaśniejszej Pani.

– A pamiętają panie, jak wyglądało to miejsce dawniej; dziesięć, dwadzieścia lat temu? – Dawniej była tutaj prosta drewniana kapliczka. Leśniczy ją chyba powiesił. Z jakiego powodu, to tego nie pamiętam. Tata mój opowiadał o tym, ale nie mogę sobie przypomnieć…

I tym sposobem historia miejsc istniejących poza głównym nurtem dziejopisarstwa zanika w nicości, której ani technologia, ani usilne starania badaczy nie będą w stanie przywrócić.

Siedzę przy kapliczce, myślę o tych wszystkich kilometrach, które rozciągają się od tego miejsca licząc w stronę Lichenia; o każdym kroku postawionym na tej trasie. A jednocześnie o spokoju, która tutaj panuje, o prawie zupełnie niezaburzonej naturalności miejsca.  Nachodzi mnie myśl: czy marmurowy pomnik naturalnej wielkości jej nie zaburzy?    

Cóż, o tym przekonam się za kilka miesięcy, kiedy wrócę tutaj, żeby napisać dalszą część reportażu.

Fot. Aleksander Jan Podębski

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*