Pierwszy sobotni mecz, rozgrywany o godzinie 21:00 czasu europejskiego, toczył się w morderczym upale, co negatywnie wpłynęło na płynność gry. Szwajcarzy po objęciu prowadzenia przez znaczną część spotkania zanudzali widzów swoim minimalizmem.
Doświadczony komentator TVP Sport, Jacek Laskowski, wygłosił prorocze słowa tuż przed wyrównującym trafieniem Katarczyków: „Historia piłki nożnej pisana jest meczami, w których komuś wydawało się, że jednobramkowe prowadzenie na pewno uda się dowieźć do końca, a rywal nie będzie już w stanie nic zrobić. Na takim myśleniu można się mocno poślizgnąć…”.
https://x.com/sport_tvppl/status/2065907243724255352
I stało się… Był to zapewne pierwszy raz, kiedy postronni widzowie ucieszyli się z gola dla reprezentacji Kataru, jako że właśnie ten zespół z Bliskiego Wschodu stał się na przestrzeni lat symbolem sportswashingu (wykorzystywania sportu do poprawy wizerunku kraju, który, mówiąc oględnie, jest na bakier z demokracją i prawami człowieka). A skoro padło tu nazwisko Jacka Laskowskiego, zachęcam do przeczytania mojego wywiadu z nim:
Katar-Szwajcaria 1:1. Gole: 0:1 – Breel Embolo (rzut karny po faulu na Remo Freulerze), 1:1 – Boualem Khoukhi (asysta: Homam Ahmed / w tekście jako Homam Al-Amin).
O północy czasu europejskiego rozpoczął się pierwszy hit tego mundialu. Marokańczycy od początku rywalizacji postawili się Brazylijczykom i dość szybko objęli prowadzenie po znakomitym, prostopadłym podaniu Brahima Díaza (który w finale Pucharu Narodów Afryki zmarnował rzut karny i pogrążył się w rozpaczy) – sytuację sam na sam wykorzystał Ismael Saibari. Piłkarze z Półwyspu Arabskiego imponowali organizacją gry, podczas gdy Brazylia nie przekonywała.
Choć drużyna Carlo Ancelottiego straciła gola w 21. minucie, odpowiedziała wyrównującym trafieniem Viníciusa Júniora zaledwie 11 minut później. Był to jednak efekt indywidualnego zrywu, a „Canarinhos” nie zasłużyli na słowa uznania za tę, w gruncie rzeczy przeciętną i pozbawioną błysku, grę. W ekipie Maroka uwagę swoją dojrzałością i brawurą przyciągnął 18-letni Ayyoub Bouaddi (gracz Lille). Prawdziwy baller!
https://x.com/ESPNFC/status/2065952658884575309
Brazylia z kolei ma widoczny problem z napastnikami – Igor Thiago, mimo znakomitego sezonu w Premier League, zupełnie sobie nie radził w potyczce z afrykańską potęgą. Nieco ożywienia po przerwie wniósł rezerwowy Matheus Cunha, znany z występów w Manchesterze United, ale za to gwiazdor Barcelony, Raphinha, kompletnie przeszedł obok meczu.
Brazylia – Maroko 1:1 (1:1). Gole: 0:1 – Ismael Saibari (asysta: Brahim Díaz), 1:1 – Vinícius Júnior (asysta: Bruno Guimarães).
O godzinie 3:00 nad ranem czasu polskiego rozpoczął się mecz dla najwytrwalszych kibiców w Europie. W pierwszej połowie Haitańczykom dały się we znaki największe gwiazdy „Tartan Army”. Najpierw Scott McTominay trafił w słupek, a chwilę później najprzytomniej w polu karnym zachował się John McGinn, który skierował piłkę do siatki. Skazywane na pożarcie Haiti zaprezentowało się z bardzo dobrej strony, co budzi szacunek, biorąc pod uwagę, że z powodu niewyobrażalnej anarchii i terroryzujących kraj gangów reprezentacja nie mogła rozgrywać meczów eliminacyjnych u siebie. Szkocja może mówić o dużym szczęściu, że dowiozła jednobramkowe prowadzenie do końcowego gwizdka.
Haiti – Szkocja 0:1 (0:1). Gol: 0:1 – John McGinn.
Maraton sobotnio-niedzielny na MŚ 2026 zakończył się starciem rozpoczętym o godzinie 6:00 rano. Turcy zaproponowali publiczności na początku ciekawą akcję zwieńczoną dośrodkowaniem Buraka Yılmaza i strzałem Ardy Gülera. Gol jednak nie padł, a Australijczycy błyskawicznie wyprowadzili zabójczą kontrę, którą wykończył Nestory Irankunda. W kolejnych minutach gracze znad Bosforu mieli sporo szans na wyrównanie. Dużo ożywienia na lewym skrzydle wprowadził rezerwowy Kenan Yıldız (gwiazdor Juventusu), a o zmianę wyniku mocno starali się też Hakan Çalhanoğlu oraz Arda Güler. Gdy wydawało się, że gol dla Turcji wisi w powietrzu, a głęboko cofnięci Australijczycy jedynie się bronią, nastąpiła niespodzianka. Connor Metcalfe popisał się mierzonym strzałem przy słupku i definitywnie dobił zbyt pewnych siebie piłkarzy reprezentacji Turcji.
Australia – Turcja 2:0 (1:0). Gole: 1:0 – Nestory Irankunda (asysta: Paul Okon-Engstler), 2:0 – Connor Metcalfe.
Zdjęcie: sędzia meczu piłkarskiego Australia-Turcja (2:0) na Mistrzostwach Świata. Fot. Bartłomiej Najtkowski – ekran tv TVP Sport
Dodaj komentarz