Szalona noc karnych na mundialu

Marokański piłkarz Bono.

To była noc, która przejdzie do historii mistrzostw świata jako synonim bezwzględnego, piłkarskiego thrillera. Trzy wielkie potęgi – Brazylia, Niemcy oraz Holandia – stanęły na krawędzi, a w dwóch spotkaniach losy awansu rozstrzygały się w najbardziej dramatyczny z możliwych sposobów: w wojnie nerwów z jedenastu metrów. Dla jednych był to triumf niezłomnego charakteru, dla innych – bolesna lekcja pokory.

Brazylijski schemat i japońskie serce. Starcie Brazylii z Japonią pokazało, że w nowoczesnym futbolu same wielkie nazwiska nie gwarantują sukcesu, jeśli brakuje elastyczności taktycznej. Canarinhos od pierwszych minut razili schematycznością. Ich gra opierała się niemal wyłącznie na jednym, przewidywalnym schemacie: rozciągnięciu akcji do boku i poszukiwaniu mnóstwa dośrodkowań w pole karne, w czym brylował m. in. Gabriel. Japońska defensywa czytała te intencje bez większego trudu.

Monotonię Brazylijczyków rozruszało dopiero wejście Gabriela Martinellego. Skrzydłowy Arsenalu dał świetną zmianę, wnosząc w poczynania zespołu dynamikę, drybling i nieprzewidywalność, której tak bardzo brakowało. Warto też odnotować kolejny błysk Bruno Guimarãesa, który ma na swoim koncie już cztery asysty na tym mundialu i wyrasta na kluczowego gracza środka pola. Po drugiej stronie boiska oglądaliśmy jednak absolutny pokaz waleczności. Japończycy (znowu nie warto wyróżniać ich z osobna) grali z niesamowitym poświęceniem i duchem walki, dzięki czemu wydawało się, że mogą przetrwać do dogrywki. A jednak nie, może w końcowych fragmentach spotkania było za dużo głębokiej defensywy?

https://x.com/Squawka/status/2071681776607449162

Brazylia – Japonia 2:1 (0:1)

Gole: 0:1 Kaishu Sano (29), 1:1 Casemiro (56), 2:1 Gabriel Martinelli (90+5)

Kolejna niemiecka klęska. Mecz Niemców z Paragwajem zakończył się dopiero o godzinie 1:30 w nocy. Trzeba otwarcie przyznać, że samo widowisko przez długi czas nie rozpieszczało kibiców, gdyż obie drużyny zagrały po prostu słabo, popełniając mnóstwo błędów. Niemcy bez wątpienia dysponują znacznie większym potencjałem kadrowym, ale nie potrafili przełożyć go na boisko.

W niemieckiej ekipie długo dość przeciętny magik Florian Wirtz w końcu zanotował asystę przy golu Kaia Havertza. Dla Wirtza była to już trzecia asysta na tym mundialu, jednak swojego dorobku już nie powiększy, bo Niemcy żegnają się z turniejem. Z kolei Havertz potwierdził, że potrafi strzelać niezwykle ważne gole. Choć jeszcze do niedawna był wyśmiewany, to regularnie trafia w kluczowych momentach – tak jak niedawno w finale Ligi Mistrzów, mimo że ostatecznie jego Arsenal ten mecz przegrał.

Paragwaj miał jednak w swoich szeregach Julio Enciso. Jego bramka nie była dziełem przypadku. Trzeba mieć na uwadze, że ten chłopak od początku turnieju jest niezwykle trudny do zatrzymania dla każdej defensywy. W Europie znamy go doskonale z występów w Brighton oraz francuskim Strasbourgu. Ostatecznie to Paragwaj cieszył się z awansu po karnych.

Niemcy – Paragwaj 1:1 (k. 3:4)

Gole: 0:1 Enciso 42′, 1:1 Havertz 54′,

Dramat Summerville’a i marokański powrót z zaświatów. Równie nieprawdopodobny scenariusz miało spotkanie Holandii z Marokiem. Los bywa niezwykle okrutny, o czym najboleśniej przekonał się Crysencio Summerville. Skrzydłowy, który we wcześniejszych meczach był absolutnym bohaterem Oranje i rewelacją w drużynie Ronalda Koemana, pechowo zawiódł w najważniejszym momencie, marnując jedenastkę w serii rzutów karnych.

Maroko w tym meczu było już jedną nogą za burtą turnieju. Co sprawiło, że Lwy Atlasu wróciły do gry w tak spektakularny sposób? Przede wszystkim niesamowita odporność psychiczna, żelazna dyscyplina taktyczna. Marokańczycy wierzyli do końca, wytrzymali presję i ostatecznie wyrwali awans z rąk Europejczyków. Celowo używam tego słowa, bo Europa wciąż czeka na pierwszą drużynę, która przejdzie do kolejnej rundy tych mistrzostw.

Holandia – Maroko 1:1 (k. 2:3)

Gole: Gakpo 72′ – Diop 90+1′

Fot. Bartłomiej Najtkowski – ekran tv – TVP Sport

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*