Kibice, którzy po pierwszej kolejce fazy grupowej MŚ 2026 byli już trochę przebodźcowani liczbą meczów, w czwartek mogli teoretycznie odetchnąć, ponieważ akurat nie było żadnych hitów na otwarcie drugiej serii gier. Jednak prawdziwy fan mundialu nie może przegapić przecież ani jednego meczu!
Ci, którzy w starciu Czechów z RPA spodziewali się nudy, nie pomylili się. Nasi południowi sąsiedzi błyskawicznie wyszli na prowadzenie, jednak po zdobyciu bramki całkowicie stracili zapał do gry i nie kwapili się do podwyższenia wyniku. W tej boiskowej mizerii dobrze wypadł jedynie Ladislav Krejčí. Czeski obrońca, mający w swoim CV występy w Hiszpanii i Anglii, już w pierwszej minucie powinien zaliczyć asystę, ale jego świetne podanie zmarnował Patrik Schick. Krejčí zakończył zawody z dwoma kluczowymi podaniami na koncie.
https://x.com/Footballtweet/status/2067639543302443186
Obraz tego spotkania idealnie podsumował ekspert TVP Adam Marciniak tuż po tym, jak RPA wyrównała z rzutu karnego: „Nie wiem, czy drużyna z Czarnego Lądu zasłużyła na zdobycie bramki, ale na pewno Czesi dołożyli wszelkich starań, by stracić gola”. Nic dodać, nic ująć. Warto odnotować, że sędzia Tori Penso zapisała się w historii jako zaledwie druga kobieta prowadząca mecz w turnieju finałowym mistrzostw świata. I akurat ona spisała się znakomicie.
Czechy – Republika Południowej Afryki 1:1
- 1:0 – Michal Sadilek 6′
- 1:1 – Teboho Mokoena 83′ (rzut karny)
Nagle się zerwali. Przez pierwszych 70 minut potyczki szwajcarsko-bośniackiej wiało nudą i kibice przeżywali prawdziwą mordęgę. Jednak końcówka rywalizacji mogła wprawić w stan ekscytacji nawet największych malkontentów. Trener Helwetów, Murat Yakın, popisał się genialnym wyczuciem, wprowadzając na boisko Johana Manzambiego oraz Rubena Vargasa. Obaj zmiennicy całkowicie odmienili losy spotkania.
https://x.com/Squawka/status/2067716646429479017
Pierwszy z nich dwukrotnie wpisał się na listę strzelców. Tym samym 20-latek stał się bohaterem wieczoru. Już w minionym sezonie był objawieniem w barwach Freiburga. Drugi dołożył jednego gola, asystę i miał kluczowy udział przy otwierającym trafieniu, przypominając o swoich ponadprzeciętnych umiejętnościach. Na niwie klubowej był przecież motorem napędowym słabej Sevilli. Bośniacy zdołali odpowiedzieć jedynie honorowym, efektownym trafieniem Ermina Mahmicia, nim wynik z rzutu karnego ustalił Granit Xhaka.
Szwajcaria – Bośnia i Hercegowina 4:1
- 1:0 – Johan Manzambi 74′
- 2:0 – Ruben Vargas 84′
- 3:0 – Johan Manzambi 90′
- 3:1 – Ermin Mahmić 90+2′
- 4:1 – Granit Xhaka 90+7′ (rzut karny)
Dzień snajperów. Prawdziwą kanonadę zafundowali swoim kibicom reprezentanci Kanady, a show skradł duet ich napastników. Jonathan David, mający za sobą przeciętny sezon w Juventusie, błysnął formą i skompletował hat-tricka. Wynik meczu otworzył natomiast Kyle Larin, inny gracz środka ataku.
https://x.com/OptaJack/status/2067759711148028083
Niestety, wysokie zwycięstwo drużyny Jessiego Marcha zostało okupione dotkliwą stratą. W drugiej połowie Assim Madibo brutalnym faulem złamał nogę kluczowemu pomocnikowi Kanadyjczyków, Ismaelowi Kone. Katarczyk natychmiast obejrzał czerwoną kartkę, ale dramat Kone rzucił cień na ten efektowny triumf – na razie nie wiadomo, jak długa przerwa czeka 24-latka. Jedno w zasadzie jest pewne: na tym mundialu już nie zagra. Co do Kataru – dwie czerwone kartki i gol samobójczy, czyli totalna nieporadność.
https://x.com/TheAthleticFC/status/2067752142547329128
Kanada – Katar 6:0
- 1:0 – Cyle Larin 16′
- 2:0 – Jonathan David 29′
- 3:0 – Jonathan David 45+3′
- 4:0 – Nathan Saliba 64′
- 5:0 – Mohammad Al Mannai (sam.) 75′
- 6:0 – Jonathan David 90+2′
Hit raczej nie porwał nikogo. Na deser kibice otrzymali spotkanie, które zapowiadało się najciekawiej, choć w Europie przyszło je nam oglądać w środku nocy. Obie ekipy pokazały w pierwszej kolejce mundialowych zmagań niezły futbol, jednak ich bezpośrednie starcie nie zachwyciło, a o wyniku zdecydował jeden gol.
https://x.com/sport_tvppl/status/2067794297441722679
Gdy reprezentanci Meksyku zdobyli bramkę na 1:0, zależało im na utrzymaniu tego rezultatu, a kibice musieli oglądać pokaz karkołomnego ataku pozycyjnego Koreańczyków. Nic nie wnosząca wymiana wielu podań – to irytowało postronnych obserwatorów z całą pewnością. Heung-Min Son, który miał na boisku wieść prym, nie stanął na wysokości zadania. Lee Jae-Sung psuł wszystko, co mógł. Niemniej antybohaterem Azjatów został bez wątpienia Kim Seung-Gyu, który sprezentował rywalom gola. To był tzw. wielbłąd (określenie Jana Tomaszewskiego). Zanotował jeszcze dwie udane interwencje w późniejszej fazie spotkania, ale plamy nie zmazał. A Meksyk jest pierwszą drużyną, która awansowała do fazy pucharowej mistrzostw. I to z pierwszego miejsca.
Meksyk – Korea Południowa 1:0
- 1:0 – Luis Romo
Fot. Bartłomiej Najtkowski – ekran tv TVP Sport
Dodaj komentarz