Tak blisko, a tak daleko

Przygotowania Poznania do przyszłorocznego EURO 2012 pełne są potknięć, uchybień i być może przekrętów małym druczkiem pisanych (prowadzone są obecnie audyt i kontrola).

Pierwsze problemy zaczęły się już w momencie narodzin – po koncercie Stinga. Może wkrótce okazać się, że stadion był kończony metodą „pi razy oko”, byle tylko wyrobić się ze wszystkim do dnia koncertu. W końcu gwiazda takiego formatu nie może czekać. O ile pierwsze wrażenie było fajne, to tuż po imprezie cały stadion wyglądał jak po przejściu huraganu. Niedbale kładzione kostki zapadały się w ziemię, wszędzie powstawały zacieki, a trudności z opuszczeniem stadionu mieli chyba wszyscy fani wokalisty The Police. Tuż po premierze obiekt nadawał się do remontu, a nad jego przyszłością w rozgrywkach EURO zawisły czarne chmury.

Do kolejnych mankamentów doszedł, niedługo później, fatalny stan murawy oraz problemy z bezpieczeństwem. Wygląda na to, że władze miasta zamiast raz, a porządnie wykończyć cały obiekt, to bawią się w fuszerkę i następujące po sobie remonty. I chociaż stadion prezentuje się lepiej niż niejedno dzieło architektonicznej sztuki, to UEFA wciąż kręci nosem. Niestety, jeżeli Poznań jak najszybciej nie spełni wszystkich restrykcyjnych warunków, to prawa do współorganizacji Mistrzostw Europy otrzyma prawdopodobnie Kraków.

Do pierwszego gwizdka pozostał jeszcze ponad rok. Miejmy więc nadzieję, że firmom związanym z przygotowywaniem stadionu uda się wszystko dopiąć na ostatni guzik. Usterki pozostające do usunięcia są na tyle drobne, że powinny niebawem zniknąć. Oby.

Fot. Maciej Opala (www.lechpoznan.pl)

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*