Jak trwoga to do… biblioteki

Styczeń – miesiąc oczekiwany przez wielu ze względu na szaloną sylwestrową i noworoczną zabawę, nowe postanowienia, nowe wyzwania. Dla studentów szybko jednak sprowadza brutalne zderzenie z rzeczywistością. Panie i panowie – zbliża się sesja! Tych kilka intensywnych tygodni zwanych sesją można porównać do zimy. Niby wszyscy wiedzą, że to nastąpi, niektórzy już ją przeżyli i wiedzą, czego można się spodziewać. Ale mimo przygotowań i świadomości o jej rychłym nadejściu, zawsze kogoś zaskoczy. I tak jak zima zaskakuje drogowców, tak biedny student musi na szybko zorganizować notatki, skrypty i podręczniki, z których będzie mógł wycisnąć choć trochę wiedzy na przysłowiowe „panda 3”.

Na nic się zdadzą postanowienia, że na następną sesję przygotujemy się już wcześniej, regularnie powtarzając cały materiał. W praniu często wychodzi, że jest to zwyczajnie niemożliwe, zawsze jest coś ciekawszego do zrobienia. Ale dni w kalendarzu ubywa i nagle okazuje się, że to już. Typowe. Co robić w takiej sytuacji?

Odpowiedzi na to pytanie szukałem w naszej bibliotece. Panie tutaj pracujące, mimo iż nie posiadały w danym momencie odpowiednich statystyk, z łatwością zauważają, że druga połowa stycznia to czas wzmożonej pracy. Jest tak dlatego, że studenci przypominają sobie o tej części budynku i szukają materiałów, nie tylko na kolokwia, ale także do różnego rodzaju projektów. Mimo łatwo dostępnych opracowań w internecie, popularnością wciąż cieszą się książki papierowe, które czasem są czytane na miejscu, a czasem zabierane do domu. Problem, oczywiście, może pojawić się wtedy, gdy na jedne zajęcia musi się przygotować kilka grup w tym samym czasie, a biblioteka dysponuje zaledwie kilkoma egzemplarzami. Wtedy do gry dołącza właśnie internet.

Nowoczesna biblioteka to nie tylko zakurzone półki zapełnione starymi księgami, ale także komputery. Szczególnie teraz, gdy okienko między zajęciami nie wystarczy, by dojechać do domu, studenci wolą zostać w murach wydziału i w ciszy przygotowywać się na kolejne wyzwania. Trudno stwierdzić, do czego zaglądamy wcześniej, do komputerów, czy książek. To przecież zależy od indywidualnych preferencji. Łatwo jednak zauważyć, że w przedsesyjnym okresie oba źródła informacji mają dość wyrównane szanse – w końcu liczy się pozytywna ocena w USOS-ie.

Fot. Sic!

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*